22.06.2017

BOOKszpanerskie kalendarium

Dan Brown świętuje dzisiaj swoje 53 urodziny.
A ja życzę solenizantowi z całego serca pomyślności.

K.

Dłuuuugi weekend na horyzoncie! Uwaga na czytanie w łóżku!

Pamiętaj, aby nigdy nie ulegać temu złemu nawykowi.
Czasopismo z przełomu XIX i XX wieku ostrzega...
Bluszcz. Pismo Tygodniowe Ilustrowane dla Kobiet, 1896 rok.

21.05.2017

W dobie wszechogarniającej nowoczesności, również takie miejsca jak biblioteki muszą gonić za modą. Coraz częściej stają się miejscami nowoczesnymi, stawiającymi na nowe technologie i nowe formy przekazu, organizują panele dyskusyjne, warsztaty, koncerty czy projekcje filmowe. Potrafią również zaskakiwać swoją architekturą.
Jednym z najbarfziej rozpoznawalnych budynków jest Biblioteka w Kansas City:





Od 3 kwietnia 2017 roku towarzyszy jej kolejna wyjątkowa budowla, będąca biblioteką Uniwersytetu Karabük, nosząca imię Kamila Güleça - lokalnego filantropa, znanego z wielu datków przekazywanych tamtejszej uczelni.


Obiekt przypomina gigantyczną półkę z książkami, dzięki czemu już z daleka wiadomo, co można znaleźć w środku budynku.


„Książki są całym naszym życiem!” – powiedział w trakcie trwania uroczystej inauguracji profesor Refik Polat, rektor uniwersytetu i jeden z inicjatorów powołania biblioteki.
W zbiorach biblioteki znalazło się 75 tysięcy drukowanych książek. Oferuje ona też dostęp do ponad 6 milionów źródeł w 27 elektronicznych bazach danych.
Ja jestem zachwycona.Oby jak najwięcej takich architektonicznych perełek zdobiło miasta.
Zgadzacie się?

K.



3.05.2017

BOOKszpanerskie kalendarium

3 maja 1469 przypadają urodziny Niccolò Machiavelli'ego. 
Natomiast Jarosław Grzędowicz kończy dzisiaj 52 lata.





K.

    

20.04.2017

BOOKszpanerskie kalendarium

W dniu dzisiejszym, nie kto inny jak Andrzej Pilipiuk, świętuje swoje urodziny.
Macie jakieś ulubione utwory?

5.04.2017

BOOKCOVERS

Wracam z kolejnymi książkowymi obwolutami.
Dzisiaj na "tapecie" kilka wydań "Don Kichota" Cervantesa.
Które według Was najlepiej oddaje ducha powieści?

   


        


K.

1.04.2017

BOOKszpanerskie kalendarium

1 kwietnia 1929 urodził się w Brnie, nie kto inny
jak - Milan Kundera, czeski eseista i prozaik, 
przedstawiciel nowej fali.



K.

30.03.2017

BOOKszpanerskie kalendarium

30 marca, to właśnie tego dnia, 96 lat temu urodziła się Gabriela Zapolska.
Jej słowa wydają się być nadal aktualne.
Co sądzicie?



24.03.2017

Wiosna, Wiosna, Wiosna ach to Ty...


W obliczu wiosny, jaka by nie była, czy meteorologiczna, fenologiczna, klimatogeniczna, astronomiczna czy najzwyczajniej kalendarzowa, wyczuwalna w powietrzu staje się energia, która nastraja nas do sięgnięcia po "nową" książkę. Pochwalcie się co czytacie wiosną?


Zdjęcie użytkownika Dwukropek.

K.

10.03.2017

Ustawa o książce

Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w Polsce zostanie wprowadzona tzw. ustawa o książce, która ma ustalać sztywne ceny detaliczne publikacji. Proceder szczególnie niebezpieczny, a sam temat kontrowersyjny. Jakie jest Wasze zdanie? Zgadzacie się z zastosowaniem zasad gospodarki centralnie planowanej w odniesieniu do rynku księgarskiego?
Poniżej link do ciekawego artykułu.Polecam.

https://www.dobreprogramy.pl/Ustawa-o-ksiazce-za-przetrwanie-ksiegarni-zaplacimy-w-Internecie,News,79599.html


K.

3.03.2017

10.02.2017

"Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych" – a słowo niczym oręż obroniło się samo.










Do sięgnięcia po lekturę „Smutny to oręż co nie broni się słowem” dziwnie popycha dedykacja autorki:

„Dla taty,
który ma osiemdziesiąt osiem lat,
przeżył dwie wojny
i kiedyś, w dzieciństwie, przewrócił się
i połamał jedyną zabawkę,
jaką kiedykolwiek dostał na Gwiazdkę:
drewnianą dwukołówkę,
którą pamięta do dziś.”

Słowa te dziwnie rozczulają. Równocześnie stanowią trafną zapowiedź nastroju, jaki ma zapanować nad czytelnikiem podczas przewracania kolejnych kart.
„Smutny to oręż co nie broni się słowem”  to niewielkich rozmiarów książka, mówiąca o ważnych sprawach i wspaniałych ludziach. Drobna objętościowo powieść, niosąca w sobie ogrom emocji, to efekt pracy współczesnej mistrzyni krótkiej formy – Mariny Mayoral.Jej głównymi cechami, a zarazem zaletami są prostota, oszczędny język, lapidarny styl… Niby nowela, a w niej materiał, z którego można by ukuć całkiem pokaźną powieść.  Jej tytuł nawiązuje do tytułu wiersza Miguela Hernándeza, który to wiersz, otwiera tę niepozorną powieść. Treść została podzielona na trzy części – pierwsza obejmuje szczytowy okres hiszpańskiej wojny domowej, druga – jej schyłek, trzecia zaś – II wojnę światową. Krótki epilog domyka wszystkie wątki, spinając całość fabuły klamrą.  
Między pierwszą a ostatnia stronnicą mieści się kilkadziesiąt lat, dwie wojny (w tym jedna światowa) i wyścig zbrojeniowy, który znamy pod nazwą zimnej wojny, aż do upadku muru berlińskiego. Historia skondensowana jest wokół czteroosobowej hiszpańskiej rodziny.
W Hiszpanii trwa szczyt wojny domowej między republikanami i zwolennikami generała Franco. Rodzice dwunastoletniej Harminii i sześcioletniej Rosy, zaangażowani są w konflikt po stronie rebeliantów. Ojciec dziewczynek, Miguel, jest oficerem, a matka, Carmina, pielęgniarką opatrującą rannych. Miguel wraz z żoną nie chcąc, by dziewczynki wychowywane były przez popierającą stronę przeciwną rodzinę, wysyłają je do Związku Radzieckiego. Harmonia i Rosa już wcześniej znajdowały się w sierocińcu, tego faktu nigdy nie wybaczyła Carminie jej siostra, ciotka dziewczynek. Teraz zaś, podzielając los wielu hiszpańskich dzieci, miały przeczekać czas wojny domowej w przytułku w zupełnie innym miejscu Europy, gdzie miano troskliwie się nimi zająć. Ojciec, żegnając je na peronie zapewnia, że gdy tylko Republika zwycięży, znów się połączą i będą równie szczęśliwi, jak dawniej, a nawet jeszcze bardziej.

"A tata wyjął z plecaka książkę i rzekł:
- Poznacie tam na pewno wielu przyjaciół, ale i tak chciałbym wam to dać, bo przecież wiecie, że książka jest...
- Przyjacielem na całe życie! - wyrecytowały chórem dziewczynki.”


Historia nie jest jednak dla uciekinierów tak łaskawa, bowiem wojna domowa jest dopiero początkiem tułaczki członków rodziny. Wtedy tak naprawdę rozpoczyna się cała powieść. Kiedy dziewczynki trafiają do sierocińca w ZSRR, przeświadczone są o tym, że mają tam tylko przetrwać bezpiecznie wojnę. Jeszcze na pokładzie statku starsza z nich, Harmonia postanawia napisać list do rodziców i prosi o jego wysłanie nowych opiekunów:

„Patrzyła na zegar wiszący naprzeciwko, nad stołem pani, i widziała, jak wskazówki przesuwają się po tarczy i jak inne dzieci zawzięcie coś gryzmolą, nawet Rosa, która właśnie malowała na czerwono jakiegoś okrągłego, wielopalczastego stwora na dwóch łapach. (…) Pod spodem widniały jeszcze dwie inne kulki, dużo mniejsze, również na dwóch łapach – najpewniej kurczaki. Jeden z nich był zielony, drugi niebieski, a oba mocno przytulone do kury. (…) Zamierzała zaproponować siostrze, aby gdzieniegdzie dodała trochę żółtego, bo taki jest przecież prawdziwy kolor kur, ale przypomniała sobie, że ciocia Nieves mówiła na rodziców „czerwoni”, i pomyślała, że może Rosa również o tym pamięta i dlatego narysowała swoją kurę tak, a nie inaczej. Zagadnięta w tej sprawie Rosa oświadczyła:
- Ale kury przecież takie są.
A wtedy Harmonia powiedziała, że taka czerwona kwoka na pewno bardzo się rodzicom spodoba, szczególnie że te kurczaki przytulają się do niej tak mocno.”

Niestety bohaterki wrócą w rodzinne strony dopiero długie lata po wojnie. Tam też odnajdą list wysłany przed laty przez Harmonię. List podobnie jak dzieci zataczają więc koło. Wojny się kończą, bliscy odchodzą. Dzieci są ofiarami decyzji dorosłych. Mają jednak nadzieję i chęć do własnego, spokojnego życia. Do samorealizacji. Do miłości i przyjaźni.

Narracja biegnie dwutorowo: to poznajemy losy dzieci, próbujących odnaleźć się w nowym środowisku, zawierających nowe przyjaźnie, tęskniących i wciąż szukających swojego miejsca w świecie, to rodziców na froncie i tułaczkę powojenną. Zanim matka znów Carmina znów ujrzy dzieci, minie sporo czasu, a one same będą musiały podjąć kilka ważnych decyzji.

Dziewczynki na pozór różni wszystko. Harmonía jest skryta, poważna, melancholijna. Rosa jest ekstrawertyczką – śliczną, żywą dziewczynką, która zamiast słowami, woli opisywać świat tańcem. Poprzez ruch i gesty snuje opowieści, w tym tę najtrudniejszą – o swoim wygnaniu. Dziewczynki to nie jedyne dzieci, będące ofiarami wojny. Wśród nich znajduje się León – słabowity, nieuśmiechający się chłopiec, który już nie ma cienia nadziei na szczęście. To właśnie jemu siostry udzielają największego wsparcia. Na gruzach wojny rodzi się szczera przyjaźń. Mali bohaterowie wzruszają – pozbawieni dzieciństwa, nieudolnie uczą się dorosłości. Kochają, dbają o siebie, przeciwstawiają się losowi. Ich siła wzbudza podziw, a ich historia – tchnie nadzieją. 

To książka o okrucieństwie wojen. O tym, że wszyscy zaangażowani w konflikty mają poczucie, że stoją po dobrej stronie. A „wojna nie jest najlepszą metodą wyjaśniania światopoglądowych różnic między ludźmi” .

Nie tylko ze względu na niewielką objętość, ale i na walory stylistyczne, książkę połyka się błyskawicznie, w „smutnym” oczarowaniu. I choć postaci czasem jawią nam się jak przez mlecznobiałą mgłę, jakby nie były w pełni trójwymiarowe i rzeczywiste, w tym może właśnie tkwi jej urok. Przywiązujemy się zwłaszcza do bohaterów dziecięcych, pokazujących nam, że nawet w najcięższych sytuacjach można znaleźć jakieś dobre strony, a tęsknotę i poczucie wyobcowania można w pewnym stopniu przezwyciężyć.

Jeśli chodzi zaś o realizację marzeń, trzeba chociaż spróbować.


W książce Mayoral najistotniejsza staje się jej bezpardonowość w rozliczaniu się z historią własnej ojczyzny. Jednak to rozliczanie się jest takie... niehałaśliwe, dyskretne, a nade wszystko delikatne, jakby mające na uwadze tych, którzy już dawno dorośli.


K.

20.11.2016

BOOKCOVERS

Pomału, pomalutku staram się przedstawiać Wam najciekawsze wydania książkowe różnych dzieł na przestrzeni lat. Dzisiaj pora na cztery odsłony klasycznego dzieła - "Makbeta" Williama Shakespeare'a.

# 1


# 2


# 3



# 4




Która z zaprezentowanych obwolut najbardziej Wam się spodobała?
Do mnie zdecydowanie przemawia numer 1. Aż chce się wrócić do lektury.

K.

źródło grafik: google.pl

15.11.2016

PARABOLA O WYZWOLENIU I DRAMAT NOWEGO ŻYCIA




„Dzieciństwo Jezusa” J.M.Coetzee jest próbą opowiedzenia na nowo historii rodziny z Nazaretu, a klucz do niej posiada niezwykły chłopiec.

Autor podejmuje się tematu stricte religijnego i moralnego, w związku z czym czytelnik sięgając po „Dzieciństwo Jezusa” z góry zakłada, że finalnie dojdzie do skonfrontowania opozycyjnych opinii i do deklaracji wiary lub jej braku. Odpowiedź nigdy nie pada, a jeśli już, to umiejętnie zakodowana. Powściągliwość w słowach aż przyprawia o dreszcze, a kiedy połączymy celność słów z ich ciężarem, z brakiem jasno postawionych odpowiedzi, wprawieni zostajemy w czytelnicze rozedrganie.

Ale zacznijmy od początku. Akcja rozpoczyna się z chwilą, gdy pewnego słonecznego dnia Simón, starszy mężczyzna, przybywa do obozu dla przesiedleńców w Novilli wraz z pięcioletnim chłopcem imieniem David. Z chwilą przybicia statku do brzegów Novilli dla wielu pasażerów zaczyna się całkiem nowe życie. W specjalnym obozie, ludzie pozbawieni własnej tożsamości, wspomnień, uczą się nowego języka oraz zasad panujących w nowym świecie. Podobnie jest z głównymi bohaterami, obaj nie znają i nie rozumieją swojej przeszłości. Chłopiec dodatkowo w trakcie podróży traci wszelkie dokumenty mówiące nam kim może być, więc podróżujący z nim ludzie nadają mu symboliczne imię David. Simón w tym momencie postanawia zaopiekować się malcem do momentu odnalezienia jego matki. Od tej chwili znajdują się w specyficznym świecie bez przodków, tradycji, bez wiary i idei opartych na minionych doświadczeniach. Po wielu perypetiach chłopiec i mężczyzna spotykają na swojej drodze kobietę o imieniu Inés i choć żadne z nich nie pamięta swojego poprzedniego życia, w nagłym przebłysku Simón rozpoznaje w niej matkę chłopca. Z czasem okazuje się, że David jest wyjątkowym chłopcem, nie tylko dla Simóna i Inés, młodzieniec zwraca uwagę wszystkich swoim niezwykle czystym, pozbawionym schematów i konwenansów, podejściem do świata.

Coetzee jak wszyscy dobrze wiemy jest pisarzem, który stara się od lat poprzez swoje pisarstwo zgłębić istotę człowieczeństwa, nadać jej znaczenie w wymiarze społecznym, historycznym, egzystencjalnym. Jego powieści  to idealnie skonstruowane twory obnażające specyficzną grę – mające charakter rozprawy filozoficznej, pełnej niedopowiedzeń, a jednocześnie będącej dość czytelną i osadzoną w klimacie wyznania.

Tym samym zabiegiem posłużył się kreśląc obraz „Dzieciństwa Jezusa”. Nawiązanie do rodziny z Nazaretu jest bardzo czytelne, choć nie jest jedyną ścieżką interpretacyjną tegoż utworu. Pozostawmy gdzieś w tle tytuł „Dzieciństwo Jezusa”, którego nie trzeba dogłębnie tłumaczyć, aby niósł za sobą odpowiednie skojarzenia. Mamy zatem niesamowite dziecko bez rodziców (David), mamy starszego mężczyznę – opiekuna (Simón), mamy w końcu kobietę, która wchodzi w rolę matki bez przejścia przez czas noszenia w łonie tego, którego teraz traktuje jak własnego syna (Inés). Dziecko samo też jest specyficzne. Brzydzi się walką, zawsze nadstawia drugi policzek, kiedy ktoś go uderzy. Ostatecznie pragnie wskrzeszać zmarłych i ratować rzeczy od zapomnienia. A przede wszystkim zadaje trudne pytania o to, jak skonstruowany jest ten niedoskonały świat, którego nigdy nie zrozumie.
Już na samym początku, po przybyciu do Novilli, Simón stara się wyjaśnić Davidowi ich sytuację:

 „Jesteśmy tu z tego samego powodu, co wszyscy inni.
 Dostaliśmy szansę, żeby żyć i przyjęliśmy ją.
To wielka rzecz – życie. Największa ze wszystkich”. 

Tylko, że tak się składa, że życie w Novilli jest życiem bez transcendencji, jest pozbawione prawdziwych emocji, wiary, przekonania o tym, że idee znaczą więcej niż słowa, które każdy wypowiada. Czytelnik nie wie, jak historia się zaczyna, początek skąpany jest w gęstej mgle niewiedzy. Wiemy jedynie kto i gdzie się pojawia. Dzięki takiemu zabiegowi mamy wrażenie przejścia, przekroczenia granic między światami, i tutaj otrzymujemy świat niepokojący i pociągający jednocześnie. W tym miejscu tajemniczość wynikająca ze świata przedstawionego wydaje się być uzasadniona, gdyż okoliczności pojawienia się na świecie Syna Bożego też są zastanawiające. Niepokalane poczęcie? Świat przedstawiony jest odrealniony i otoczony zastanawiającą nieokreślonością, budzącą liczne domysły. Przeszłość głównych bohaterów zasłaniają białe plamy, historie stają się niedostępne, rodzą liczne możliwe wersje i tyleż samo odpowiedzi.

W powieści takich niewiadomych jest więcej. Poznajemy tylko dziecko i mężczyznę. Wiedza o nowym świecie jest znikoma. O matce chłopca też wiemy niewiele, a przecież w ujęciu świętej rodziny to właśnie matka stanowi centrum, jest niezbędna. Simón przybiera rolę Józefa, przybranego ojca chłopca. I tu nasuwa się pytanie czy matka faktycznie jest najważniejsza, a nie jest tylko dawczynią życia. Simón, kiedy spotyka ją na swojej drodze stwierdza:

„[…]nie wątpię, że jest prawdziwą matką chłopca.
 […] Mam tylko nadzieję, że będzie dla niego dobra.”

Zasadniczo poznana kobieta nie okazuje się dobrą matką. Jest nadopiekuńcza, histeryczna, chimeryczna, niekonsekwentna w swoich działaniach. Dzięki wprowadzeniu jej postaci nasuwa się pytanie czy biologiczne rodzicielstwo jest ostatecznym czynnikiem decydującym o wartości rodzica, czy czasem nie ważniejsze staje się miłość i zaangażowanie.
Jej przeciwieństwem jest Simón, człowiek zaangażowany intelektualnie i emocjonalnie w sprawy Davida. Nie radzi sobie z samotnością, a w chwilach słabości stara się niestrudzenie dążyć do zgłębienia istoty rzeczy:

           „Chciałbym, żeby ktoś, jakiś zbawca, zstąpił z nieba,
skinął magiczną różdżką i powiedział: oto księga,
przeczytaj ją, a otrzymasz odpowiedź na wszystkie swoje pytania.

To samo usiłuje przekazać dziecku dając mu dziecięcą wersję „Don Kichota”. Jej posiadanie nieskutecznie rozjaśnia dziecięcą dociekliwość. Niestety obaj z góry skazani są na niezrozumienie otoczenia. Autor wprowadzając akurat ten utwór do świata swojej powieści podejmuje problem nieprzyswajalności wyobraźni i indywidualizmu jednostki wybitnej do realnego, zimnego świata.

Centralna postacią powieści, jak już wiemy, jest David, dziecko niezwykle inteligentne, nieskrępowane, chłonne, pełne niepokojących emocji. David bardzo szybko się zmienia. Na początku jest słodkim dzieckiem, ciekawskim i rozpieranym przez energię. Z biegiem czasu staje się niepokorny, krnąbrny. Sam uczy się czytać z książki, którą dostał od Simóna, ale ukrywa to przed szkolnym nauczycielem. Dlaczego? Czyżby nie chciał przynależeć do zastanej rzeczywistości? Zapewne. David niczym Don Kichot widzi rzeczy inaczej niż wszyscy inni, a między liczbami i literami widzi mroczną przestrzeń, której nie potrafi wytłumaczyć, bo nic we wszechświecie nie jest tak naprawdę w porządku z uporządkowanym światem. Jest dzieckiem, które szybko się uczy, niestety w dalszym ciągu pozostaje problem barier językowych. Dla dziecka język, znaki, alfabet, matematyka, liczby nie są jasnymi i spójnymi strukturami, ale rozpadają się w jego głowie, co dalej odpycha go od realnego świata. Nagle zaczyna wymyślać swój własny język, którym się posługuje, liczy po swojemu. Nie ma żadnego oparcia, które pozwoliłoby mu wyrazić myśli. Bezpowrotnie skazany zostaje na izolacje i niezrozumienie. Szybko staje się buntownikiem, jego geniusz i proroctwo objawiają się w nieposłuszeństwie i nieprzystosowaniu. Kiedy umiera jego przyjaciel koń, chłopiec wykrzykuje:

               Ja go uratuję! Chcę, żeby żył!”

Dla otoczenia to tylko dziecięce fanaberie, co wzbudza w Davidzie nieprzewidywalność, nie bójmy się jednak, ponieważ w tym tkwi metoda, a wynika ona z niezachwianej pewności proroka. Do ostatnich stron czytelnik ma przeświadczenie, że David ostatecznie dokona czegoś niesamowitego. To jednak nie następuje. Czujemy lekki niedosyt.

Coetzee nie daje mam poczucia pewności, nie podaje nam wskazówek, nigdy nie oferował swoim czytelnikom łatwych rozwiązań. Zamiast tego buduje swoją historię na powszechnie znanych fundamentach. Jego opowieść jest niepokojąca i poruszająca zarazem.

„Dzieciństwo Jezusa” to przewrotna powieść o poszukiwaniu prawdy, o nieprzystosowaniu wybitnych jednostek do otaczającej go rzeczywistości. To przypowieść o roli przypadku w życiu każdego z nas. O odrzuceniu, napiętnowaniu, braku pewności siebie, o braku celu. To rzecz enigmatycznie i tajemniczo nakreślona o zmianach mentalnych, które czasem trudno uchwycić. O próbie przeobrażenia osobowości poprzez fizyczną i przestrzenną zmianę otoczenia, o wykorzenieniu z dotychczasowego życia i niezgodzie na zapomnienie:

„Nie, tym, czego nie chcę się wyrzec, jest coś innego:
nie same wspomnienia, ale poczucie zadomowienia w dawnym ciele,
ciele przesiąkniętym przeszłością (...) Ale co nam z nowego życia (...)
 jeśli nie jesteśmy przez nie przemienieni, przeobrażeni, tak jak ja
z pewnością nie jestem?"


Coetzee narusza porządek, poddaje krytyce błogosławione w Biblii wzorce, jest przewrotny, nie oszczędza bohaterów, jednocześnie nie pomija bagażu kulturowego i symbolicznego Jezusa, Maryi i Józefa. Zbawicielowi, którym okazuje się mały chłopiec, daje wyobraźnię, namiętność, wiarę i wolę zbawienia, a następnie wrzuca go w zimny i bezbarwny świat ludzi, którzy tego zbawienia wcale nie pragną. Boskie dziecko natrafia na pustkę.

K.